Widok z Wieży Eiffla

Autor: Anna Hildebrandt-Mrozek

Dziewanna
I nic naokoło niej
Prócz powietrza.
Anita Virgil

Ostatni paryski dzień. Dziś ruszamy w drogę powrotną, na szczęście samolot dopiero wieczorem, zatem mamy jeszcze cały dzień zwiedzania. I dziś, na deser, zostawiliśmy sobie wizytę na szczycie Wieży Eiffla.

Wstajemy rano, pakujemy się, zjadamy ostatnie paryskie, bagietkowo-serowe śniadanie, i ruszamy, najpierw na drobne zakupy, a potem, metrem, pod Wieżę. Po ostatnio pochmurnych dniach, dziś nas pogoda zaskakuje, wietrznie ale przepiękne słońce i cudowne chmury. Przejrzyste niebo, doskonała widoczność, akurat na wizytę na dachu Paryża.

Zbliżamy się do Wieży i jest kolejka do windy. Stoimy w niej ponad godzinę. Mogliśmy wykupić bilety przez Internet, wówczas weszlibyśmy z biegu. Ale do ostatniej chwili nie wiedzieliśmy, kiedy nam się uda, właśnie ze względu na pogodę. Dlatego cierpliwie stoimy w międzynarodowym gronie, co rusz ktoś z kolejki karmi gołębie i przylatują całą chmarą pod same stopy. Przylatuje i młody szpak. Z zainteresowaniem rozgląda się po zgromadzonych, może też chce skorzystać z darmowej uczty? Jest piękny, w słońcu jego pióra lśnią wielobarwnie.

Autor: Anna Hildebrandt-Mrozek

Nareszcie docieramy do kasy biletowej i wędrujemy do kontroli bagażu. Po kontroli udajemy się do windy. Wszystko doskonale zorganizowane, nie ma zatorów. My jedziemy na samą górę, z przesiadką.

Autor: Anna Hildebrandt-Mrozek
Autor: Anna Hildebrandt-Mrozek
Autor: Anna Hildebrandt-Mrozek

Pierwszy etap trasy na luzie. Wysiadamy do przesiadki i chwilę oglądamy Paryż dookoła, jeszcze z tego niższego tarasu. Pięknie, jesteśmy pod wrażeniem. Dostrzegamy dwa czerwone, markowe samochody, zaparkowane przy Polach Marsowych naprzeciw Wieży. Szykownie.

Autor: Anna Hildebrandt-Mrozek
Autor: Anna Hildebrandt-Mrozek

Część osób tu zostaje, my udajemy się wyznaczoną trasą do kolejnej windy. Nagrywam wjazd i zjazd. Przeżycie duże, bo jedziemy długo tą drugą windą, a to jeszcze nawet nie połowa trasy…Porażają metalowe konstrukcje, wszystko widać, całe wnętrzności Żelaznej Damy. Inaczej, gdy jedziesz windą wewnątrz budynku. Czuję emocje i na samej górze zaczyna mnie boleć głowa. Z przejęcia, z wrażenia. Wydaje mi się, że Wieża w lekkim poruszeniu. Faktycznie, ma takie prawo, ale ja się głębiej nad tym nie zastanawiam.

Podziwiamy widoki. Bosko. Widzimy cień Wieży na budynkach pod nami. Z jednej strony Pola Marsowe i „Inwalidzi”, z drugiej Plac Warszawski. Widzimy i nasze czerwone autka, malutkie z takiej wysokości. Sekwana, statki, Wzgórze Montmartre, Katedra Notre-Dame, Łuk Triumfalny, Luwr, dzielnica La Défense. Umiem już rozpoznać podstawowe zabytki stolicy mody. Cudowne szpalery kamienic, dachów, tarasów, mikroskopijni ludzie. Naprawdę, bardzo wysoko i bardzo wyjątkowo.

Autor: Anna Hildebrandt-Mrozek
Autor: Anna Hildebrandt-Mrozek
Autor: Anna Hildebrandt-Mrozek
Autor: Anna Hildebrandt-Mrozek
Autor: Anna Hildebrandt-Mrozek
Autor: Anna Hildebrandt-Mrozek
Autor: Anna Hildebrandt-Mrozek
Autor: Anna Hildebrandt-Mrozek

Piękna pogoda, ale wieje. Nie ma tłumu, kulturalnie się przepuszczamy. Siatki dookoła, bo swego czasu sporo tam było samobójców. Spektakularna śmierć w Paryżu. W pewnym momencie słyszymy oklaski. Jeden pan oświadczył się pani i towarzysze gratulują. Romantyczne wydarzenia. Znów sacrum styka się z profanum. Miłość z dramatem.

Na samym szczycie Wieży pokój Pana Eiffla, dziś małe muzeum za szybą, z jego figurą i rekwizytami z epoki.

Zachwyceni, przejęci, nasyceni widokami, po jakimś czasie wracamy. Zjeżdżamy windą do poziomu, skąd możemy iść pieszo, po schodach.

Autor: Anna Hildebrandt-Mrozek
Autor: Anna Hildebrandt-Mrozek

To też nie lada gratka, bo widać wszystko, co pod stopami więc czasem świat wiruje. I można podziwiać przepiękną, stalową konstrukcję, przęsła. Na szczęście wszystko zabezpieczone. Na dole orientujemy się, że jest już dość późno więc migiem, z bagażami udajemy się do metra, a potem kolejką podmiejską jedziemy na lotnisko. Tam coś zjemy.

Na lotnisku czekamy trochę na odprawę, już naprawdę bardzo głodni. Wreszcie docieramy do naszego stanowiska odlotu a tam tylko mały bar z bagietkami. Nie mamy wyjścia, zamawiamy bułki, kawę i odpoczywamy. Dopiero teraz.

Samolot jest trochę spóźniony, odlatujemy ostatecznie  45 minut później, zatem w Warszawie biegiem, bo drugi samolot jest na styk.

Ostatecznie w domu jesteśmy o czasie, ale bagaże dolatują do nas następnego dnia. O ile my zdążyliśmy dobiec do samolotu z Warszawy, o tyle bagaży nie zdążyli przewieźć. Nie ma stresu. Wszystko ze sobą mamy. Wrażeń i wspomnień cały pakiet, możemy rozdawać jak świeże, francuskie bagietki.

Autor: Anna Hildebrandt-Mrozek

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Facebook
Facebook
Instagram