06.12.2018

Autor: Anna Hildebrandt-Mrozek

– Co byś chciał dostać na Mikołaja?

– Czas.

– A po co?

– By przez chwilę nic nie robić.

 

Z nastolatkami nie jest tak łatwo. Jeśli pamiętasz siebie jako nastolatka, to dobrze wiesz. W mózgu takiego młodziaka wciąż niedojrzała jest kora mózgowa (ukształtuje się dopiero w okolicach 21 r. ż.), która odpowiada za:

  • kontrolę emocji,
  • racjonalne myślenie,
  • analizę ryzyka,
  • przewidywanie konsekwencji,
  • wreszcie – za empatię.

A my od nich oczekujemy: szybkiej reakcji, natychmiastowego zapanowania nad emocjami, cierpliwości, działania systematycznego i konsekwentnego, no i wczucia się w sytuację.

Naszym celem jest ich bezpieczeństwo. To naturalne, bo jesteśmy rodzicami. Ich celem jest podejmowanie ryzyka. To też naturalne, gdyż muszą sami doświadczać, by tworzyć swój własny świat, swoje przekonania. Muszą wchodzić w konflikty z nami, wykłócać się i zmieniać zdanie – bo próbują ustanawiać własne granice i budować tożsamość. To w tym wieku pojawiają się pytania: kim jestem? Dlaczego jestem taki, jaki jestem? Co jest dla mnie ważne? Co chcę robić w życiu?

A czasy, w jakich żyjemy, wcale tego nie ułatwiają. Wszechobecny racjonalizm i psychologizm próbują nadać znaczenie naszej obecności przez zrozumienie, kontrolę, analizę rzeczy i ludzi. Zatem nieustannie diagnozujemy, badamy, sprawdzamy, analizujemy i interpretujemy rzeczywistość, zamiast czuć, być, żyć. I wywieramy potężną presję na naszych dzieciach i młodzieży, by osiągały wyniki. Chcemy znać szybko rezultaty naszych planów, programów i działań.

Z kolei materializm i konsumpcjonizm przekonują nas, że mamy wartość jako osoby tylko o tyle, o ile możemy nabywać i konsumować. Więc „hulaj dusza, piekła nie ma”. Jesteśmy tym wszystkim owładnięci jako dorośli, a co dopiero dzieci i młodzież. Pustka, która się przez to pojawia, wewnętrzna nędza, bo jesteśmy zadbani i syci na zewnątrz, a w środku – cierpimy – tylko ten stan pogłębia. Chcemy i potrzebujemy coraz więcej, aby naszą wartość potwierdzać. Stajemy się nadaktywni, robimy coraz więcej rzeczy, pracujemy coraz dłużej, planujemy coraz szybciej i dalej, odbieramy coraz więcej telefonów, kontaktujemy się z coraz większą liczbą osób, bierzemy na siebie więcej i więcej, co pogłębia frustrację. Brakuje nam czasu, a ten nieustanny deficyt czasu rodzi poczucie winy. Więc znów kupujemy, obdarowujemy najbliższych, nasze dzieci, by pocieszyć na chwilę siebie i sprawić wrażenie, że się jest i się pamięta.

Nasz mózg tego nie „ogarnia”. Mózg nastolatka tym bardziej.

Lęk, w którym żyjemy, uniemożliwia nam przeżywanie życia w wolności i autentyczności. Nauczono nas, aby lękać się zewnętrznych okoliczności niemożliwych do kontrolowania. A lęk jest tak naprawdę stanem, który sami wybieramy i wówczas nasze poczucie własnej wartości ginie…Lęk pochodzi z naszego wnętrza, z naszych negatywnych myśli. Należy on do systemu wartości społeczno-kulturowych, w których żyjemy, aby móc usprawiedliwić atmosferę przemocy. Agresja, przemoc są tylko różnymi obliczami lęku[1].

Tracimy z oczu naszą wartość – jako ludzie – i stajemy się ofiarami. My innych nie traktujemy unikatowo bo … samych siebie nie traktujemy w ten sposób. Jesteśmy zasobem na rynku pracy, kapitałem ludzkim, kapitałem społecznym, pracownikiem, uczniem, klasą. A „człowiek” to coś więcej. Nie potrafimy być sobą, bo współczesne społeczeństwo wymaga od nas ciągle bycia … kimś innym. W deficycie mamy dziś prawdę, umiar czy poczucie odpowiedzialności za to, co dajemy innym ludziom. A skoro ja-dorosły mam z tym problem, moje dzieci też będą taki problem miały.

Dziś Mikołaj, idą święta…może więc czas na refleksję.

Młody człowiek potrzebuje swobody i wolności, przestrzeni do życia i tworzenia siebie samego. Potrzebuje też czasu na refleksję nad tym, co tutaj robi i kim jest. Bo jest w fazie stawania się. Ma przy tym dużo powodów do zmartwień: opanowanie wahań nastroju; poradzenie sobie ze zmianami fizycznymi, psychicznymi, emocjonalnymi, które nie zawsze są miłe; sprostanie wymaganiom szkolnym, rodziców i rówieśników; poradzenie sobie z hormonami i rozterkami miłosnymi. Gdzie czas na relaks, sen i nudę, która jest zbawienna dla kreatywności?

Jako rodzice zwykle wydajemy polecenia, komentujemy i doradzamy. W relacji z nimi, nasze problemy są ważniejsze i poważniejsze, ich – to głupstwa, które nie warte są uwagi. „Przecież jego (jej) jedynym obowiązkiem jest nauka, nic więcej” – często słyszę takie komentarze rodziców.

Z badań wynika, że – obok śmierci bliskiej osoby (44%) – najczęstszymi motywami samobójstw nastolatków są: stres szkolny (43%) oraz konflikty z rodzicami (37%)[2]. To nie są głupstwa, nad którymi oni rozmyślają. To są ich ważne sprawy. Tylko trzeba się zatrzymać, zacząć ich zauważać i traktować poważnie. My wszyscy jesteśmy odpowiedzialni, bo to my im wkładamy te ciężary na plecy. Ciężary w postaci nadmiernych oczekiwań.

Kilka dni temu byłam gościem konferencji organizowanej przez Sanepid w Gorzowie Wielkopolskim, a dedykowanej wsparciu młodzieży w sytuacjach trudnych i stresujących: „Stres – problem dnia dzisiejszego. Rodzina – szkoła – społeczeństwo”[3]. Debatowaliśmy nad tym, jak pomóc młodym radzić sobie ze stresem.

Okazuje się, że młodzież odczuwa coraz niższą jakość życia, jest coraz mniej zadowolona z siebie, coraz bardziej się stresuje i coraz częściej odczuwa związane ze stresem nieprzyjemne dolegliwości[4]. I okazuje się, że my ciągle popełniamy te same błędy, mimo, że się uczymy, szkolimy, spotykamy, naradzamy. Może więc powinniśmy zacząć najpierw od siebie…?

Chcemy w dzieciach rozwijać adekwatne poczucie własnej wartości, szczęście, zadowolenie z życia, odpowiedzialność.

Dajemy im jednak co innego: nieustanną presję, brak czasu, pośpiech, zdawkowe odpowiedzi, milczenie, zabieganie, przedmioty zamiast relacji.

W konsekwencji, wywierając tak silną presję, a jednocześnie zostawiając ich samym sobie – kształtujemy nie to, co chcemy kształtować. Budujemy w nich postawę wycofania lub agresji, wyobcowania, wywołujemy depresję, niskie poczucie własnej wartości, uzależnienia od telefonów, jedzenia, substancji psychoaktywnych…koło się zamyka. Dzieci nie uzależniają się od telefonów, bo tak chcą. Uzależniają się te, które nie są „zagospodarowane” – o które nikt się nie troszczy[5].

Samodzielność i zaradność oraz spełnienie można rozwijać tylko w atmosferze wolności, zaufania i silnych więzi – z rodzicami, z bliskimi, z nauczycielami, z kolegami. Jeśli nie poświęcimy czasu na rozwijanie i utrzymywanie autentycznych i szczerych relacji, możemy zapomnieć o empatii w przyszłości.

Instrukcja obsługi nastolatka w czasach izolacji, w jakich przyszło nam żyć, jest prosta. To CZAS rozumiany jako 4 obszary[6]:

C – Cierpliwość – poczekaj, aż przyjdę do ciebie sam. Czas to cierpliwość, łagodność, delikatność, wyrozumiałość, spokój.

Z – Zachwyt czyli zwykła radość z obecności drugiej osoby. Zachwyć się swoim dzieckiem, a zobaczysz, jak się zdziwi!

A – Akceptacja to danie dziecku wolności do bycia takim, jakim jest. To też bezwarunkowa miłość.

S – Szacunek to poszanowanie granic młodego człowieka. To troska o jego uczucia, emocje i dobro.

 

– Co byś chciał dostać na Mikołaja?

– Ciebie.

– A po co?

– By przez chwilę z Tobą pobyć.

 

[1] Albisetti V., 2011, Vademecum człowieka spełnionego czyli jak mądrze kształtować swoje życie, Wydawnictwo Jedność, Kielce.

[2] http://statystyka.policja.pl

[3] http://wsse.gorzow.pl/o-nas/aktualnosci/1294-podsumowanie-konferencji-stres-problemem-dnia-dzisiejszego-rodzina-szkola-spoleczenstwo

[4] Zdrowie i zachowania zdrowotne młodzieży szkolnej w Polsce na tle wybranych uwarunkowań socjodemograficznych, 2014, wyniki badań HBSC 2014, Instytut Matki i Dziecka, Warszawa.

[5] Dębski M., 2017, Raport „Nałogowe korzystanie z telefonów komórkowych”, Szczegółowa charakterystyka zjawiska fonoholizmu w Polsce, raport z badań, Gdynia.

[6] Koźmińska I., Olszewska E., 2014, Z dzieckiem w świat wartości, Świat Książki, Warszawa.


Komentarze(0):

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Idź do góry