21.03.2019

Autor: Anna Hildebrandt-Mrozek

„Poszedłem do kwiatów,
Spałem pod nimi,
Taki był mój wolny czas.”
Buson

Wiosna, wiosna, przyszła wiosna!
Wizyta w lesie powoduje u mnie wybuch endorfin. Tego się nie da po prostu opisać! Czekasz z niecierpliwością. Wieczorem kładziesz się pilnie o 20:00 spać, by wstać bez problemów o 3:30. Ja muszę spać 7-8 godzin, inaczej jestem bardzo zmęczona. A zmęczenie to wiadomo, niższe obroty. W lesie trzeba mieć oczy dookoła głowy! Czujność i uważność. Każdy fragment lasu ma znaczenie, od ogółu do szczegółu. Najpierw wchodzisz, oglądasz widoki. Piękny wschód słońca – po to się wstaje raniutko.

Autor: Anna Hildebrandt-Mrozek

A potem siadasz w najlepszym miejscu, nakrywasz się siatką maskującą i delektujesz. Karmisz zmysły, wyciszasz głowę. Nie jest łatwo, bo na początku tłumy, miniony tydzień, sprawy załatwione i te do załatwienia, rozmowy odbyte i te, które czekają. Głowa pędzi, bo myśli pędzą. Ale ciało siedzi i się delektuje. Słońce świeci w oczy. Zaczynasz powoli zwalniać. Siłą rzeczy. Bez przymusu. Bez poczucia winy. Po prostu ta przyroda cię wchłania w całości. A ty się jej poddajesz, bo chcesz. Masz wewnętrzną zgodę. Kiedy kładziesz się na ziemi, czujesz ją w całym ciele. Wdychasz wiosnę. Oczy zamknięte, więc słuch się wyostrza. I słyszysz głosy, głosy. Wszędzie gwar lasu, który dla ciebie jest cudowną, unikatową kompozycją. Bo wszystko ma swoje miejsce w orkiestrze, choć nie ma (a może jednak jest…?) dyrygenta. Wyłapujesz świergot różnorakich ptaków. Otwierasz oko i nagle przelatuje przed twoją twarzą zimorodek…jaki rzadki widok. Jakie szczęście. Jego niebiesko-turkusowy kolor po prostu zniewala. Ostatnio łapałam je okiem z pociągu do Kambodży. Zimorodek, który łączy światy😊 Zamykasz znów oko i słyszysz trzepot skrzydeł. Zamaszysty. I gwar. To żurawie. Lecą żurawie…po nich gęsi. Potężne gęsi, wśród których wyłapujemy i bernikle. Spieszą na Grenlandię, by tam założyć gniazda na szczytach gór i by tam wykluły się ich młode, odważne, które skaczą z gniazd w przepaść. Bo tak trzeba. Tak działa natura. Tak wybrała ewolucja.

Autor: Anna Hildebrandt-Mrozek

Siedzimy pod siatką. Usypiam na dobre. Budzi mnie ostre słońce. Przegapiłam awanturę łabędzi na wodzie – para krzykliwych przegoniła niemego. Otwieram oczy i widzę małego pająka, który wędruje między jesiennymi liśćmi. Wdrapuje się na ogonek liścia i układa wzdłuż tak, by go nie było widać. Spryciarz z niego. Zintegrowany kolorem i kształtem. Kameleon. Ale wszystko tu niby nieżywe, a żywe. Tylko trzeba wytężyć wzrok. Podobnie, jak sarny, które jeszcze w zimowej szacie wylegują się stadami na polach. Widzisz tylko ziemię, ale gdy wytężysz wzrok, zobaczysz i oczy, i ogonki i rogi koziołków.

Autor: Anna Hildebrandt-Mrozek

Autor: Anna Hildebrandt-Mrozek

Patrzę na pająka. Siedzi nieruchomo. W wodzie siedzi żaba, a wokół chmary komarów. Dopiero wylęgły się z larw i spieszą z dojrzewaniem, by zakrólować na podmokłych terenach. Obudziły się ćmy. Latają, jak szalone, takie pomarańczowe, musimy sprawdzić, jaki to rodzaj. Przysiądą na chwilę w słońcu ale zaraz wzlatują. Czyj duch?

Autor: Anna Hildebrandt-Mrozek

Obudziły się też motyle. Pierwsze żółte – latolistki, za nimi pomarańczowe – rusałki kratkowce. Wiosna prawdziwie buchnęła nam w twarz. Zbierając się z naszej „bazy”, znajdujemy brzozę, która ocieka sokiem. Udaje nam się złapać kilka kropli i posmakować. Naturalna słodycz😊 Wędrujemy przez las, a wokół kruki, bieliki, dzięcioły czarne i duże, sikorki i pełzacze. W oddali widać kaczki krzyżówki i czernice. Biedronka mieni się czerwienią w słońcu. Biorę to leśne życie ze sobą do domu. Będzie mi towarzyszyć w najbliższym tygodniu i o jeden dzień dłużej.


Komentarze(0):

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Idź do góry