21.04.2022

„Słońce i księżyc
W tym samym niebie.
Drobna dłoń mojej żony.”
Gary Hotham

Tym razem do lasu idziemy popołudniową, świąteczną porą, bo akurat wtedy się rozpogadza. Jesteśmy chwilę po godzinie 15.00.

Na wejściu wita nas bocian, który niedawno wrócił do swojego gniazda. Obok w wodzie brodzi czapla.

Wchodzimy do brzozowego zagajnika. Pod stopami napotykamy zapracowanego żuka gnojowego, który wciąga do norki kulkę z kupy. Złoży w niej swoje jaja.

Idziemy wzdłuż pola, na którym urzędują skowronki. Są u siebie, my „w gościach”, za to mam już dobry kamuflaż, o czym niebawem się przekonam…

Mijamy upadłą łanię. Zostały tylko kości, jakby artystycznie rozrzucone między drzewami.

Wychodzimy na łąkę.

Pszczoły samotnice wychodzą z dziurek w ziemi. To chyba lepiarka wiosenna. Suszenie skrzydełek i wielki odlot!

Niedaleko na polu pasą się gęsi. Jest wśród nich sarna.

Fotografuję kwiaty, a tuż obok przechodzi niewielkie stado łani. Nie rozpoznają nas. Wędrują spokojnie.

Bardzo blisko przelatuje piękny błotniak stawowy. Krąży tam i z powrotem. Fajnie jest być niewidocznym. Możemy go do woli podziwiać.

W stałym dla siebie miejscu krzyczą gęsi. Co rusz przelatuje para kaczek. Mija nas żuraw, a za chwilę dwie wędrujące łanie. Jedna kuleje. Idą równym tempem. Niespłoszone znikają w trzcinach.

Znów oglądamy domek remiza.

Podchodzi blisko świstunka. Nie widzi mnie!

Meldują się sikory, dzięcioły, zięby, strzyżyki, sroki, samotniki, kosy, trznadle i pierwiosnki.

W oddali słychać klangor żurawi. Ten dźwięk mnie uspokaja.

Siadamy na naszym zwalonym drzewie. Kolacja w wielkim stylu. Obok nas widzimy komarnicę. Wygląda jak kambodżański pająk rozpostarty na drzewie.

Ćwiczymy uważność przy jedzeniu. Trzeba znieruchomieć, gdy ktoś nadlatuje. Prawdziwe delektowanie się smakiem i naturą.

Pojawia się łyska. Za moment gągoł wbija się w wodę z wielkim impetem. Gość nagły. Czy mamy dla niego nakrycie?

Nad nami krąży bielik. W trzcinach słyszymy perkozka. Znów błotniak – ten widzi wszystko. Jedzenie zastyga nam w ustach.

Światło jest piękne, wieczorne. Wieje wiatr. Chmury się toczą po niebie.

Po kolacji wędrujemy dalej.

Na trzcinach mijamy pająka i małego konika polnego.

Słyszymy ukrytego bąka zwyczajnego. To ptak z rodziny czaplowatych. Trudno go zobaczyć.

Jest i brzęczka. Ależ głośna!

Za chwilę kolejna niespodzianka – kaczeńce. Cudnie żółte w wieczornym świetle.

Zostajemy do zachodu słońca. Robimy rekonesans w miejscu, gdzie widujemy jelenie. Mają sporo swoich utartych ścieżek. W trzcinach wydeptane legowiska, w których odpoczywają.

W miejscu jeleni żegnamy dzień ale oto za chwil kilka zza chmur wyłania się księżyc – jak malowany!

Dziś pełnia! Ależ mamy szczęście!

Na jednym niebie – księżyc szybko wschodzący ponad chmurami, a na zachodzie jeszcze różowe niebo nad stawem.

W takiej bajkowej aurze objawia się nam w wodzie perkoz dwuczuby. W oddali krążą kaczki i łabędzie.

Świat układa się do snu ale inne zwierzaki się rozbudzają.

Już na wyjściu słyszymy samicę puszczyka!

Czy to sen? Nie, to pełnia. Pełnia księżyca i pełnia szczęścia:)

Na niebie, mimo mocnej poświaty księżyca, pokazują się gwiazdozbiory: Orion, Wielki Wóz i ukochane Plejady. Są i gwiazdy: Arktur i Syriusz.

Księżyc w pełni złapany w kadr, co uwiecznione na wstępie.

Spędzamy w naszym przybytku 6 i pół godziny. W drodze powrotnej mówię: nie widzieliśmy tym razem lisa. No i proszę…za moment, w świetle reflektorów, odbijają się na poboczu oczy młodego osobnika.

Przypadek…? Nie sądzę;)

Cudny czasie, leśny czasie – trwaj!

Pszczoły samotnice
Kwiatowo
Gniazdo remiza w trakcie budowy
Nie widać mnie:)
Tego konika faktycznie ledwo widać:)
Upadła łania
Kaczeńce jak malowane
Wschód księżyca
Zachód słońca
Jaśnie Pan w pełnej krasie
Jasno-ciemno

Komentarze(0):

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Idź do góry