20.11.2025

„Wieczorny most,
Tysiąc rąk
Zimnych na poręczy.”
Kikaku
18 lipca 2025.
Szanghaj wita. Nareszcie!
Lotnisko przeogromne. 10.37 parkujemy samolot przy kominie.
Wędruję z falą. Szybko wypełniam papiery imigracyjne. Mam od Tomka zdjęcia na wzór. Dobrze, że teraz do 30 dni można do Chin wjechać bez wizy. Oszczędność czasu i pieniędzy, bo trzeba było to załatwiać osobiście w Warszawie.
Przechodzę kontrolę. Pani pyta, z kim będę w Chinach (bo przecież nie sama😉) i jakie miasta chcemy odwiedzić. I czy na pewno wyjeżdżam w ciągu miesiąca.
Ach…bylebyś tylko nie chciał zostać i nie odebrać im powietrza😊
Biorę walizkę. Szybka akcja. Walizka ma urwaną naszywkę i jeden zamek. Ale jest cała, na szczęście. I dotarła na czas😊
Do wyjścia! Już ich widzę! Machamy! Ach, tyle czasu! 2 miesiące!
Uściski! Tomek ma dla mnie ciasteczko z kremem z zielonej herbaty oraz herbatę jaśminową z mlekiem. Moją ulubioną😊 Orkiestra ze ZWAP-u nie dojechała😉
Idziemy na magnetyczną kolejkę. Szybka, że hej! Przesiadamy się na metro. Ach, ten kolorowy świat! Ci ludzie, różnorodni, ciekawi. Wysiadamy w dzielnicy Bund, słynnej, z deptakiem nankińskim. W deszczu idziemy kilka kroków do hotelu, ale wcześniej wstępujemy do naszej knajpki na zupę z robionym ręcznie makaronem! Już tu jedliśmy w zeszłym roku. Biorę porcję z wołowiną, jest przepyszna!
Jest już po 20.00. Jestem bardzo zmęczona. Dziś już nic nie zwiedzamy. Ciemno, tu słońce zachodzi ok 18.00.
Kąpiel i padamy.
W sobotę, 19 lipca, budzę się ok 6.00 czasu lokalnego. Bez jet lagu! Przekonam się, że złapie mnie później, właśnie w Nankinie. Ale nie jest dramatycznie, mam już trening na wschodnim czasie.
Na śniadanie idziemy o 8.00. Jest moje ulubione mleko sojowe na ciepło. Dodaję do niego płatki kukurydziano-ryżowe. Smaki takie trochę z dzieciństwa, mleczne😊 Są i inne potrawy, na słono, ciepło, zimno. Biorę trochę ryżu z warzywami, brokuły, pampucha ryżowego i kawę, a potem mango. Słodki, że hej!
9.45 ruszamy w miasto. Nie pada. Ładne chmury, płyną bardzo szybko. Parno, ciepło, ponad 30 stopni. Ludzie osłaniają się parasolami od słońca, kobiety noszą maseczki na twarz, gdzie widać tylko oczy – czoło, broda zakryte przed słońcem. Stroje odlotowe, młode dziewczyny często noszą krótkie spódniczki z falbanami, odlotowe buty, wzorzyste pończochy, peruki, szponiaste paznokcie. Mega stylówy!
Mam już aktywną aplikację Alipay, dzięki której płacę telefonem za metro. Jaka wygoda! Będę mogła płacić w sklepach, za autobus, taxi (w Nankinie są tanie), z tą aplikacją można wszystko!
13.30 wysiadamy u nas na Bund, Yuyuan Garden. Idziemy do fajnej, lokalnej knajpki. Zamawiamy morning glory! Obowiązkowo! Zamawiam krewetki ze szparagami, Tomek wieprzowinę smażoną z tofu i lokalne piwo kraftowe.
Wracamy na krótki odpoczynek do hotelu, by 16.30 czasu lokalnego ruszyć na słynną Ulicę Nankińską, uznawaną za jedną z największych na świecie, gdzie markowe sklepy, salony z ekskluzywnymi, elektrycznymi samochodami chińskimi, starymi hotelami.
Mnóstwo ludzi, choć mniej, niż wtedy, gdy widzieliśmy ją z deptaku nabrzeżnego w lutym zeszłego roku. Nawet wtedy na nią nie wchodziliśmy. Teraz spokojnie możemy sobie spacerować.
Już z daleka widać wieżę telewizyjną, Oriental Pearl Tower.
Idziemy nad brzeg rzeki Huangpu, by zobaczyć zachodzące światło padające na Pudong.
Docieramy przed 18.00 i powoli suniemy do barierek, by się tam ulokować z aparatami. Po chwili nam się udaje zająć pozycje😊 Nie ruszamy się z nich przez kolejne 2 godziny!
Po 18.00 zaczynają się pierwsze neony. Po rzece pływają barki, statki wycieczkowe, motorówki. Latają ślepowrony. Tłum na nas napiera, my niewzruszeni😊 Mamy wodę, mamy wszystko. Bryza morska smaga nas, jest przyjemnie, wręcz idealnie.
W tym tłumie chińskim czuję się bezpiecznie. Już o tym wspominałam. W metrze są kontrole bagażu, na ulicach pojawiają się policjanci, tu na nabrzeżu instruują, jak tłum ma się przemieszczać. Wszyscy karnie podążają za instrukcjami.
Nikt ciebie nie ruszy, nikt się tobą nie interesuje. Po prostu tak tu jest.
Po 19.00 ciemnieje niebo. Chmury dodają uroku. Gdy zapada zmierzch, bajkowy świat naprzeciw nas odkrywa swoje uroki. Długo cieszymy oczy!
Po 20.00 wracamy i wstępujemy do knajpki niedaleko hotelu. Wszędzie tu mamy blisko. Bierzemy morning glory, kalafiora na woku i wieprzowinę w ciemnym sosie na ostro. Smacznie.
Znów szybko padamy. Rano trzeba wcześnie wstać, spakować się, zjeść śniadanie, zostawić walizki i ruszyć do starej części Szanghaju.
Tu jeszcze nie byłam, o czym CDN…

























Komentarze(0):