27.11.2025

„Właściwie we wszystkich chińskich miastach życie przebiegało
od jednego oddechu do drugiego,
a najbardziej uciążliwy był okres pomiędzy nimi.”
Danuta Miklaszewska
19 lipca 2025
Znów budzę się o 6.00. Jest dobrze. Śniadanie 7.30. Są pierożki z grzybami i mięsem. Biorę kilka z warzywami i oczywiście mleko sojowe z płatkami kukurydziano-ryżowymi. Dziś są też bataty, kolby kukurydzy, boczek smażony, jajka, fasolka w sosie, mnóstwo dodatków, są też croissanty i bułeczki na słodko.
Wcześnie rano już 31 stopni😊 Fajne chmury, ale parno, że hej.
Ruszamy kilka kroków do starego miasta. Nie jest tak wielkie, jak w Nankinie, ale równie piękne:
„Obecnie Stare Miasto zawiera kilka starożytnych, lecz odnowionych elementów, takich jak kompleks Ogrodów Yuyuan, utworzony po raz pierwszy w XVI wieku, w czasach dynastii Ming, piesze ulice w handlowej części wokół ogrodów i Świątyni Opiekuńczego Bóstwa Miasta.
Wybudowany w 1855 roku Dom Herbaty Huxinting, położony przy stawie w Ogrodach Yuyuan, nadal funkcjonował w 2018 roku.
Okrągły kształt Starego Miasta zachował się dzięki dużym ulicom otaczającym teren dawnych murów obronnych – obecnie ulica Renmin (Ludowa) na północy i ulica Zhonghua na południu. Obszar Starego Miasta został przecięty z północy na południe przez ulicę Henan. Dzisiejsze Stare Miasto to połączenie starożytnych, krętych uliczek z nowoczesnymi, wysokimi budynkami, które stopniowo wkraczają na starsze tereny.” (Wikipedia)
Mnóstwo tu kramów, pamiątek, eleganckich sklepów z herbatą, strojami ludowymi, bibelotami. Wchodzimy do galerii z figurami zwierząt z czekolady! Pandy, słoń, lew, tygrysy, żyrafy. Piętro niżej galeria z obrazami, również z czekolady! „Trwałość pamięci” Salvadora Dali, czy „Gwiaździsta noc” van Gogha! Są rzeźby zegarów, torebek, nawet buty!
Ochłodzeni, bo tu temperatura naprawdę niska, ruszamy dalej. A słońce operuje. Coraz więcej ludzi.
Słynnym mostem przechodzimy w stronę Yuyuan Garden.
Ogród piękny, suniemy w tłumie, ukropie, ale kompozycje roślinności, mostków, małych pawilonów są urzekające.
Jest nawet wykuty w skale pokój do nauki😊 Napis głosi: pokój w skale, cichy i idealny do studiowania.
A widok…fantazja!
11.30 zmierzamy do wyjścia, by powoli, starymi uliczkami wrócić do hotelu. Tu chwila drzemki i przed 14.00 idziemy, już z walizką, do metra i na dworzec HongQiao Railway Station. Tu są duże odległości. Wszystko wymaga czasu. W upale – jeszcze większego.
Pociąg mamy o 16.00. Przed 15.00 jesteśmy na miejscu. Teraz kolejka do kontroli paszportowej i bagażowej. Tu paszport jest biletem😊
Olbrzymia hala. Nasza bramka B1. Docieramy i mamy czas tylko na toaletę.
Kolejka do zejścia na peron. Kontrola paszportowa. Na peron wchodzą tylko podróżni, żadnych innych ludzi.
Perony ponumerowane sektorami. My mamy wagon nr 3.
Peron lśni czystością. Pociąg lśni czystością i nowoczesnością. Nie ma konduktorów. Po co? Wszyscy wszystko o tobie wiedzą😊
Pociąg rozpędza się do 350 km/h i w 50 minut jesteśmy w Nankinie.
Tu 37 stopni i mniej wiatru.
Przy wyjściu z dworca znów kontrola bagażu i paszportów. Idziemy do metra. Znane mi już nazwy stacji. Jedziemy nr 3 i przesiadka na Daxinggong na linię nr 2.
Kolejka do wejścia do metra. Nasz przystanek – oczywiście Xuezelu!
Jedzie z nami dziewczyna przebrana za rekina! Cała na niebiesko! Wygląda czadowo! Nawet soczewki ma niebieskie! Włosy białe z niebieskimi pasemkami. Proszę ją, bym mogła zrobić zdjęcie. Czad!
18.08 wysiadka „u nas”. Już stoją rzędami motorki z kołdrami. Nieważne, że 40 stopni ciepła!
Trasa do akademika zajmuje 15 minut spacerem. Nasz wieżowiec stoi koło Hiltona.
Lutowy, zeszłoroczny ugór przed domem zazielenił się grządkami. Każdy ma swój kawałek ziemi uprawnej. Nic nie jest tu zmarnowane. Latają motyle! I cykady! Jest zwierzyna!
W tym roku piętro 17. Pokój 1737. Korytarz lśni czystością. Pokój też. Mąż wysprzątał!
Zostawiamy toboły i idziemy na kolację, koło stacji.
W znajomej knajpce zamawiamy morning glory! Krewetki na woku z makaronem, które robią się 6 minut przy nas. Niebo w gębie! Bierzemy jeszcze wołowinę na woku z placuszkami, jak kaczka po pekińsku.
Po kolacji idziemy jeszcze do marketu po mleko do kawy, szampon, puder do stóp i arbuza. Przy wejściu pan z serwisu, który w zeszłym roku naprawiał mi telefon😊 Coś się tu zmienia, a coś jest niezmienne.
Ulica żyje swoim życiem. Kramy, kwiaty, owoce, korek samochodów, pachnie durianem😊
Szkoły zamknięte. Nie ma wieczornych tłumów rodziców przy wejściu. Są wakacje.
Wracamy, rozmawiamy i słuchamy muzyki. VPN nawet działa.
Kładziemy się ok 23.00 czasu lokalnego i usypiam bez problemu, mimo, że w Polsce jest 17.00😊






















Komentarze(0):