08.01.2026

„Świat hinduizmu jest tak wielki,
że jest w nim miejsce dla wszystkich i wszystkiego,
dla wzajemnej akceptacji, tolerancji, zgody i jedności.”
Ryszard Kapuściński

Mija miesiąc od powrotu z Indii, a we mnie wspomnienia jak żywe…

26 listopada 2025 (środa)

Ruszamy autem z domu o godz. 8.15. Śnieg sypie po drodze. Jesteśmy na warszawskim parkingu, obok lotniska, po 13.00.

Odprawa i kontrola przebiegają gładko. Czekamy 3 godziny na odlot do Delhi.

Na szczęście nie ma opóźnienia.

Boarding 16.45.

Krystyna Czubówna umila nam instrukcję bezpieczeństwa w samolocie😊

18.00 odlot.

Oglądam film „Joy”.

Lot trwa 6 godzin i 40 minut.

Podróż bez turbulencji.

Jedzenie nawet smaczne😊. Cieciorka w sosie z ryżem, sałatka z kozim serem, sałatka owocowa. Przed lądowaniem podają bułkę na ciepło z nadzieniem. Kawa i herbata.

Lądowanie w czwartek o godz. 5.10 czasu lokalnego. W Polsce 00.40, bo 4.5 godziny różnicy.

27 listopada (czwartek)

6.17 mamy bagaże.

Odbiera nas z lotniska brat Aruna, Atul.

Woła taxi i dzida na dworzec kolejowy, bo korki, a pociąg do Kanpur mamy o godz. 8.10. Trąbienie i wyprzedzanki to standard. Ruch prawa stroną ulicy. Ciekawie na rondach i zakrętach.

14 stopni. Smog, że hej. Gruba jego warstwa unosi się między budynkami.

Jesteśmy o 7.30 na dworcu. Super czas. Kontrola bagażu na wejściu, jak w Chinach. A my mamy cały czas osobno w podręcznym porcelanę na pary młodej😉

Czekamy na peronie. Zimorodek nas wita! Ten z czerwonymi dziobem!

Atul idzie po herbatę. Uwielbiam hinduski czaj. To małe porcje, takie podwójne espresso z mlekiem, przyprawami i cukrem. Dobrze robi na start dnia.

Ludzie patrzą. Różnorodni, kolorowo ubrani. Wszystkie oczy, młode, stare, męskie, kobiece, dziecięce zwrócone na nas.

Przechodzi para młoda. Już po ślubie. Nie zdążyli się przebrać. Jak potem wyjaśni Arun, te daty teraz są oblegane, bo wg ich wierzeń bardzo odpowiednie na zawarcie małżeństwa. Szczególnie 29 listopada, kiedy i nasza, główna ceremonia.

Podjeżdża pociąg. Ludzie wskakują, jeszcze zanim się zatrzyma. To do wagonów bez rezerwacji. Kto pierwszy, ten lepszy.

Ciekawie o hinduskich obyczajach pisze Paulina Wilk w książce „Lalki w ogniu” – gorąco polecam😊

Wsiadamy. Żegnamy brata Aruna, który się o nas pięknie zatroszczył.

Mamy miejsca leżące. Biorę piętro. Jest pościel. Tomek na dole. Obok pani z dwójką dzieci. Mają też miejsce w korytarzu. Tam położy się starsza córka, a matka z młodszym synem zostanie u nas.

Ruszamy. Konduktor sprawdza bilety z paszportami.

Po kilku przystankach na piętro wsiada pan. Tomek usypia. Ja jeszcze do toalety. Europejska, ale brudna. W przejściu siedzą ludzie.

Usypiam zmęczona, bo nie spałam w samolocie.

Przed nami kolejnych 6 godzin podróży. Jeszcze raz idę do WC i znów sen.

13.30 budzę się. Zmienił się pan na piętrze obok mnie.

Oto Kanpur. Wysiadamy z pociągu 14.10. Na zewnątrz słońce.

Arun czeka. Hurra!

Powitanie, uściski i idziemy do metra. Metro ładne, nowe. Bilety w automacie i bramki, jak w Chinach. Kontrola bagażu. Kto od kogo zgapiał? 😉

Widoki za oknem ładne. Mniej smogu.

Po 20 minutach wysiadamy.

I brat Saumya czeka! Shantanu. Z Pravya! Ależ niespodzianka! Wzruszeń moc!

Jedziemy samochodem Shantanu do rodzinnego domu Saumya.

Mieszkają nad małym oczkiem wodnym. Wokół piękne drzewa, oczywiście święte krowy, wśród drzew małpy, wiewiórki i ptaki. Taki koloryt.

Radość rodziców na nasz widok. Na powitanie herbata z ciasteczkami, uściski i rozmowy.

Obiad. Pyszna zupa z cieciorki i ziemniaków z chlebem naan. Rozmowy i serdeczności.

Po 18.00 Saumya jedzie z Shantanu na ostatnie zakupy, a Arun zawozi nas do hotelu.

Zamawia nam jedzenie na kolację. Cieciorki, chlebek naan i kefir z kuleczkami.

Przed 22.00 padamy nieprzytomni.

28 listopada 2025 (piątek)

Ślub w Indiach to wielodniowa, barwna ceremonia pełna rytuałów, takich jak Haldi (namaszczanie kurkumą dla oczyszczenia), Mehendi (zdobienie dłoni i stóp henną dla szczęścia), Sangeet (wieczór muzyki i tańca).

Główna ceremonia obejmuje procesję pana młodego (Baraat), powitanie pana młodego, wymianę girland kwiatów (Var Mala), połączenie dłoni (Hasta Milap) i symboliczne zaznaczenie czoła panny młodej przez pana młodego czerwonym proszkiem (sindoor).

Najważniejszy moment (Saptapadi) to siedem kroków wokół świętego ognia, symbolizujący siedem przysiąg i połączenie dusz. Całość ma na celu połączenie nie tylko dwojga ludzi, ale i ich rodzin, przy akompaniamencie mantr, tańców i tradycyjnych strojów (często czerwonych sari i kolorowych ghagras).

Rytuały, często trwające kilka dni, symbolizują jedność, dobrobyt i przejście do nowego życia małżeńskiego, podkreślając znaczenie rodziny i tradycji. 

Pierwszy dzień – co nas czeka dziś?

  • Misri/Haldi (Ceremonia Kurkumy): Oczyszczający rytuał, gdzie para młoda (lub osobno pan młody u siebie w domu, a panna młoda u siebie) smarowani są pastą z kurkumy, oleju musztardowego i drzewa sandałowego, co ma odpędzić złe duchy i przynieść błogosławieństwo. Następnie odbywa się rytualna kąpiel.
  • Mehendi (Henna): Panna młoda i inne kobiety ozdabiają dłonie i stopy skomplikowanymi wzorami z henny, co ma przynieść szczęście i płodność; ciemniejszy kolor symbolizuje silniejszą miłość. Rytuał odbywa się przed ślubem i często towarzyszy mu muzyka.
  • Sangeet (Muzyka i taniec): Wieczór śpiewu, muzyki i tańca, podczas którego rodziny się integrują.

Pobudka 7.30 czasu lokalnego. Śpimy jak zabici!

Słuchamy na YouTube piosenek hinduskich. Uczymy się kroków😉

Arun o 11.00 przywozi z domu śniadanie. Już wynajęty kucharz przygotowuje smakołyki😊 Kulki ziemniaczane na ostro z przyprawami oraz ryż z dodatkami. Pycha. Arun zamawia też w hotelu klasyczną indyjską herbatę.

O 12.00 jadą z Tomkiem na szybkie zakupy, ja czekam w hotelu.

Mam się ubrać na pierwszą dla kobiet ceremonię. Rytuał henny.

Jasne leginsy i turkusowa kurta. Prezent od Saumya i Aruna.

Wraca Tomek z Arunem.

Ruszamy o 14.00.

Rano, na tarasie, odbyła się już ceremonia smarowania olejami – matka smaruje syna oliwą, w asyście innych krewnych kobiet ze swojej strony (to ważne: kobiety pełnią na ceremoniach ślubnych szczególną rolę).

Potem właśnie rytuał henny, a w międzyczasie lunch.

Następnie rytuał kurkumy.

Tańce w domu i ogólne radowanie z przyszłym panem młodym.

Przyjeżdżamy i idę na taras. Na tarasie kilkanaście kobiet i dwie panie, które dekorują dłonie. Wszystkie oczy na mnie😊 To ciotki, kuzynki, sąsiadki, pięknie ubrane, siedzą na materacach i czekają na swoją kolej dekorowania dłoni i przedramion. Niezwykła precyzja, kunszt misternej pracy. Fotograf między nami. Obok dekorowanie tarasu na rytuał kurkumy.

Wreszcie moja kolej.

Mam 4 wzory na dłoniach. Teraz godzinę czekam na wyschnięcie😊 Rozmowy, zdjęcia. Piękny zachód słońca.

Dekoracje gotowe.

Schodzą się inni goście. Również panowie – krewni, wujkowie. W międzyczasie się przebieramy: żółta kurta i czerwona spódnica. Zbliża się rytuał kurkumy. Pan młody ubrany na żółto, smarowany jest pastą z kurkumy, która ma odpędzić złe duchy. Shantanu smarują pastą rodzice, siostra z mężem i Pravya, my (!!!), ciotki (ciotki są tu ważne😊).

Tańce, zabawa, z obowiązkowymi fotografiami w tle😊

O 22.00 wracamy do hotelu.

Jutro ważny dzień, o czym CDN…😊

Tytułowe zdjęcie, fot. Tomek Mrozek

Gotowi na rytuał henny
Moja ręka już w obróbce, fot. Tomek Mrozek
Oto efekt. Teraz schnie godzinę, fot. Tomek Mrozek
Takie nasze zabawy, fot. Tomek Mrozek
Efekt utrzymuje się do teraz, fot. Tomek Mrozek
Rytuał kurkumy, fot. Tomek Mrozek
Błogosławieństwa dla pana młodego, fot. Tomek Mrozek
Rytuał kurkumy
Rytuał kurkumy
Błogosławieństwa dla pana młodego, fot. Tomek Mrozek
Z Saumya i jej matką chrzestną, fot. Tomek Mrozek
Oto i główny bohater ceremonii, Shantanu, fot. Tomek Mrozek
Rytuał kurkumy
Rytuał kurkumy – pan młody
Rytuał kurkumy – pan młody z siostrą i jej rodziną
Rytuał kurkumy, fot. Tomek Mrozek
Ze starszyzną, fot. Tomek Mrozek
Zabawa, zabawa, fot. Tomek Mrozek
Zabawa, zabawa, fot. Tomek Mrozek

Komentarze(0):

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Idź do góry