15.01.2026

„Indie to w każdej dziedzinie nieskończoność bogów i mitów, wierzeń i języków, ras i kultur,
we wszystkich i wszędzie, gdzie spojrzeć i o czym pomyśleć,
zaczyna się ta o zawrót głowy przyprawiająca nieskończoność.”
Ryszard Kapuściński
29 listopada 2025 (sobota)
Co nas dziś czeka?
- Baraat: Pan młody przybywa na miejsce ceremonii w barwnej procesji rodziny i przyjaciół, często w karocy prowadzonej przez konie, z bębnami, fajerwerkami i tańcami.
- Var Mala/Jaimala (Wymiana girland): Pan młody i panna młoda wymieniają się girlandami z kwiatów, co oznacza wzajemne zaakceptowanie.
Chyba trochę czujemy jetlag. Dziś pierwsza pobudka po 5.00, ale usypiamy i potem po 9.00 ciężko nam wstać.
Horrory klasy B, komiczne, na dzień dobry. Z YouTube.
Kawa i herbata oraz ciapati z kolacji i ciasteczka od Shantanu.
Kąpiel.
Wyjście 11.45. Przyjeżdża po nas brat Aruna.
Przyjeżdżamy na celebrację wyjścia syna z domu. Bębny, matka i ciotki wokół pana młodego. Pan młody w specjalnej czapce na głowie. Taką specjalną czapkę pan młody zakłada tylko raz w życiu, inaczej kara. Nie można więcej razy.
Karmią i odmawiają modlitwy nad symboliczną studnią. Wszyscy pięknie znów ubrani. My trochę bardziej na luzie, jeszcze😊
Ciotki już „swojskie”. Mówią do mnie: „spóźniliście się!”.
Tak tu jest, że godzina jest ustalana tak „na oko” i tych spóźnień wiele. Dzięki temu panuje swoistego rodzaju luz, bez napięcia. Mnie to osobiście pasuje😊
Od momentu dzisiejszego wyjścia z domu, pan młody już nie może do domu wejść. Dopiero z żoną następnego dnia. Taki zwyczaj.
Pytam go oczywiście: a co z toaletą?
Gdy potrzebuje skorzystać z toalety – idzie gdzieś na zewnątrz.
Śniadanie przygotowane przez kucharzy czeka na patio. Na słodko i słono. Kulki ziemniaczane (pycha!) z przyprawami oraz kasza manna na zimno z orzechami (Saumya taką przygotowywała na Islandii, miód w gębie!). Obowiązkowo hinduski czaj.
Pan młody zmienia buty i za chwil kilka odjeżdża do kompleksu wypoczynkowego (resportu), w którym odbywa się ceremonia główna.
Mama i siostra pana młodego żegnają go, posypując auto ryżowymi kulkami na szczęście i pomyślność. Większość rodziny też jedzie. My zostajemy z Saumya, Arunem i mamą Saumya. Oni pakują różne rzeczy i rekwizyty do rytuałów oraz stroje.
Tomek robi zdjęcia wiewiórek i ptaków.
Przy domu ogromne drzewo mango. Naprzeciw inne, duże i rozłożyste, gdzie skaczą małpy. Stado liczy kilkanaście sztuk. Jedna matka z młodym jest sprytna i co chwilę zagląda do domu, wchodzi na taras. Ma chętkę na coś smacznego, a tu na dole cała jadalnia.
Arun ją jednak przepędza.
Pani wynosi jedzenie dla świętych krów. Natychmiast podchodzą na jej zawołanie.
Z wielkim zaciekawieniem obserwuję relacyjność, serdeczność, nieustające interakcje Hindusów. Bardzo mi to pasuje😊 Uczestniczę.
Jak opowiada nam dziś w aucie Atul, brat Aruna, więzi łączą ludzi z przeszłością. Dzięki rytuałom każda osoba, w każdym wieku, od narodzin do śmierci, jest powiązana z innymi. To daje poczucie przynależności i bezpieczeństwa.
Ostatecznie, czego nam więcej potrzeba…?
Jak pisze Tomasz Stawiszyński w „Ucieczce od bezradności”, w obliczu nieuchronnego, to jedyne – bliskość drugiego człowieka – tylko się liczy.
13.40 czekamy jeszcze na moją przymiarkę do stroju sari, bo kubraczek jest na mnie za ciasny. Wczoraj pani, która robiła nam hennę i jest też krawcową (przypadek? 😉), zdjęła mi miarę i dziś odbiór.
Ekspresowo😊
Wreszcie ok 14.00 jedziemy z mamą Saumya i kuzynem do ośrodka. Podróż trwa 45 minut, bo korki, mega korki. Ulice w remoncie.
Obiekt wyjątkowy, ogromny, ze sceną, na której będzie występować para młoda. Po lewej szykują się kucharze, w eleganckich, wytwornych strojach. Przed sceną rozwinięte czerwone dywany, a na nich czerwone kanapy, stoły. Otwarta przestrzeń. Mnóstwo kwiatów, dekoracji. Po prawej kompleks z pokojami oraz basen. W różnych miejscach kąciki z ławkami, udekorowane sercami, kwiatami, skrzydłami. Obok sceny parkiet do tańca i dla didżeja.
Jesteśmy pod wrażeniem!
Zostawiamy rzeczy w pokoju Arunów. Siadamy pod portykiem, przy basenie. Lunch, rozmowy z gośćmi, którzy powoli się zjeżdżają.
Siada z nami starsza pani, ze strony Shantanu. Nie rozumiemy siebie, ale ona do nas mówi. Robimy sobie wspólne zdjęcia. Jest fajnie, bo ona chce z nami po prostu posiedzieć.
Generalnie, na imprezie zwracamy uwagę. Wiele osób robi sobie z nami zdjęcia. Potem, gdy będę w sari, a Tomek w garniturze – szczególnie😊
W międzyczasie przyjeżdża rodzina panny młodej i lokują się w pokojach.
W pewnym momencie, ok 16.00, Saumya zabiera mnie i jej mamę do salonu kosmetycznemu na makijaż, uczesanie i ubranie w sari. Dopiero wtedy się o tym wszystkim dowiaduję😊 Ale miła niespodzianka😊
Jedziemy 40 minut.
W salonie praca wre. Panie się uwijają, czeszą, malują i ubierają.
Mój strój…łał!
Złoty kubraczek idealnie pasuje. Fioletowe, ręcznie haftowane sari…czuję się jak królowa i taki jest ich zamysł. W ich kulturze, jak potem nam mówią, gości traktuje się jak bogów.
Tak jesteśmy tu przyjmowani. Z uznaniem, estymą, szacunkiem i zainteresowaniem.
Saumya ma piękną suknię, mama cudowne sari. Jak księżniczki. W końcu są tu szefowymi.
Jest opóźnienie. Saumya mówi: „Jesteśmy najważniejsze, poczekają, spokojnie” 😊
18.50 ruszamy z powrotem, choć powinno się już zacząć!!!
Wracamy znów 40 minut.
I wszystkie oczy na nas😊
Dobrze, że mogę w tym stroju iść do toalety😉
Każda osoba pięknie ubrana. Żadna suknia nie jest zdublowana. Kolory, złoto, błyskotki.
Bajka😊
Panowie już ubrani w garnitury: Arun, jego brat, Tomek (w muszce). Pozostali panowie z rodziny w eleganckich, haftowanych kurtach i spodniach. Mają specjalne, różowe czapki na głowach, tylko dla panów ze strony pana młodego. Tomek też!
Pan młody cały na biało!!!! Trudno opisać, są zdjęcia😊 robimy sobie z nim pamiątkowe, bo kiedy potem go złapiemy?
Pravya jest ubrana w elegancki bordowy komplecik, w stylu brytyjskim.
Zaczyna się.
Rodzina pana młodego wychodzi na zewnątrz obiektu, na drogę i tam się zbiera. Wszyscy jesteśmy razem. Nadjeżdża wóz z didżejem, a za nim….karoca…biała, pięknie zdobiona!
Łał! Jak z bajki!
Orkiestra i celebrant, który dowodzi i śpiewa. Dodatkowo puszcza muzykę z kolorowego samochodu z głośnikami. Sztuczne ognie. Szał!
Pan młody wsiada i korowód, z tańcami, muzyką, bębnami i fajerwerkami rusza w stronę wejścia do obiektu. Śpiewy, tańce, zabawa, błogosławieństwa. Banknoty wirują w dłoniach.
Teraz następuje moment powitania pana młodego przez rodzinę panny młodej. Wszyscy z jej strony zgromadzeni u bramy.
Do 20.30 trwają tańce, powitania i rytuał wykupienia pana młodego przez rodzinę panny młodej (od ciotek, wujków, rodziców, siostry itd.)
Wreszcie zabierają Shantanu – wnoszą go na ramionach panowie od strony panny młodej.
My wchodzimy.
Pan młody zmierza na scenę. Jest pięknie udekorowana kwiatami. Tam czeka, aż w pewnym momencie przyjdzie panna młoda.
Są już dania podawane w bufetach dookoła całej tej przestrzeni. Piękni kelnerzy w eleganckich strojach. I moc różnorodności na ciepło, zimno, nawet pizza! Desery o wyjątkowych smakach, owoce, herbata, kawa. Bez alkoholu. Tutaj się go nie spożywa.
Muzyka blisko sceny. Didżej i reflektory. Wokół różne miejsca, gdzie można sobie zrobić pamiątkowego zdjęcia: bujane ławeczki, fotele z serduszkami, skrzydła na tło. W bocznej części basen i pokoje gościnne. Tam też miejsce na nocne rytuały zaślubin. Już udekorowane.
Goście siedzą na kanapach, rozmawiają, częstują się. Kelnerzy co chwilę podchodzą, by coś zaoferować.
Rozmowy, spacery po obiekcie i zdjęcia na scenie z panem młodym. Gdy i my wchodzimy na górę…akurat wychodzi z pokoju panna młoda.
Pallavi.
W przecudnej, czerwonej sukni, bogato zdobionej złotem.
Idzie czerwonym dywanem w stronę sceny, prowadzona przez przyjaciół.
Pojawia się wokół niej mgła, sztuczne ognie, liczni fotografowie i my, czyli goście😊 Generalnie jest ponad 400 osób. Nawet się tego nie czuje, bo obiekt przeogromny.
Pan młody podchodzi do schodów i ją wprowadza.
Siadają razem na scenie i już tak będą siedzieć 2-3 godziny.
Zaraz po jej przyjściu rozpoczyna się wymiana girland. To ważny moment celebracji. Nowsze obyczaje kończą się na tym. To już oznacza zawarcie małżeństwa.
Bijemy brawa. Potem tańce i zdjęcia z parą młodą.
To też moment, byśmy wręczyli im prezent.
Wchodzimy na scenę. Składamy życzenia. Wypowiadam też błogosławieństwo po polsku. Flesze. Bardzo miło.
Schodzimy i dalej zabawa. Zdjęcia z gośćmi.
Idę zamienić słówko z panną młodą, poznać ją i jej koleżanki. I my robimy sobie pamiątkowe fotki.
Nie wiemy, kiedy czas mija. Jest już przed północą.
Muzyka się kończy. Część gości już się żegna. Dla nich to koniec. Dla nas nie.
Powoli składają sprzęt, a państwo młodzi schodzą ze sceny. Zapraszają nas do wspólnego stołu. Teraz dopiero mogą spokojnie coś zjeść.
Kelnerzy serwują kolację. To samo, co było w bufetach, ale jeszcze piękniej podane. I desery. I ciekawe napoje ze słodkim, ciepłym mlekiem. Smak dzieciństwa. Pycha!
Po kolacji młodzi robią sobie sesję zdjęciową. Do 2.00-3.00 w nocy mają przerwę.
Potem rytuały trwające do rana.
Nam Aruny dają pokój i namawiają na drzemkę.
A jednak…mimo deklaracji, że całą noc nie śpimy, zgadzamy się 😄
O 1.00 kładziemy się na 2 godziny.
Budzą nas na najważniejszy moment, o czym CDN…





























Komentarze(0):